Uzbekistan: Samarkanda, Buchara….

Atrakcje Uzbekistanu. Artykuł o wspaniałych zabytkach, ale też o ciekawej kuchni, tradycji i kulturze. Informacje dla turystów. Kiedy jechać i co warto zobaczyć. O obowiązku meldunkowym, specyficznej wymianie pieniędzy, podróżach pociągiem i zielonej herbacie.

Do Taszkentu przyleciałem z Pragi. Samolot zapełniony do ostatniego miejsca. W przeważającej mierze Uzbecy. Europejczyków niewielu, pojedyncze osoby. To jeszcze nie sezon na zwiedzanie, wybierając się w sierpniu do Uzbekistanu trzeba liczyć się z temperaturami przekraczającymi 40 stopni. O lipcu lepiej wcale nie myśleć, w tym roku było 50 i więcej! Turyści jadą wiosną i jesienią. Dobra pogoda utrzymuje się do połowy listopada.

Główny plac w Taszkencie. Pomnik Timura. W tle słynny jeszcze z czasów radzieckich hotel Uzbekistan

Praga jest jednym z nielicznych europejskich miast, które ma bezpośrednie połączenie z Uzbekistanem. Od znajomych w Taszkencie dowiedziałem się, że miejscowi chętnie latają do Czech na wakacje, a Praga cieszy się opinią pięknego miasta, które naprawdę warto odwiedzić. Czesi górą!

Jaki jest Taszkent? Monumentalny, dostojny i trochę nudny. Sporo racji mają autorzy przewodników informując, że właściwie nie ma po co się tu zatrzymywać. Jeśli ktoś nastawił się na piękno tutejszej zabytkowej architektury, jeśli żądny jest pocztówkowych widoków zdobionych na niebiesko meczetów, medres i minaretów, to oczywiście nie znajdzie tego w Taszkencie. Trzeba ruszyć dalej, do Samarkandy, Chiwy i Buchary. Ale jeśli już tu jesteśmy, bo przyszło czekać nam na pociąg lub samolot w głąb kraju, to dzień da się jakoś zagospodarować. Kilka średniej klasy zabytków, niezbyt ciekawe muzea, trochę starych uliczek i wielki bazar Czorsu – warto go odwiedzić. Szczególnie atrakcyjny będzie dla osób, które w tym rejonie świata są pierwszy raz. Duża dawka egzotyki.

Buchara, Czor Minor

Fakt, że nie ma tu zabytków takich jak w Samarkandzie czy Chiwie zrekompensują nam inne „turystyczne atrakcje”. Uzbekistan ma kilka oryginalnych formalizmów i po raz pierwszy przyjdzie nam się z nimi spotkać właśnie w stolicy. Dla turystów nie są straszne, co najwyżej odrobinę uciążliwe. Ale za to jak oryginalne!

Zaczyna się już na lotnisku. Przyjezdni poddawani są kontroli celnej. Należy wypełnić deklarację wpisując do niej wszystkie cenne przedmioty, np. aparaty fotograficzne, kamerę wideo, itp. Następnie bagaż jest skanowany i zawartość porównywana z tym co napisaliśmy. Kopię deklaracji należy zachować, przy wyjeździe zostanie sprawdzona.

Samarkanda. Grobowiec Timura

Obowiązek meldunkowy. To uzbecki hit. Zagraniczny turysta może mieszkać tylko w hotelu z licencją. Hotel taki wydaje potwierdzenia zameldowania. Są to małe karteczki, które trzeba zbierać. Spytają o nie przy wyjeździe z kraju. Co więcej, jeśli w kwaterujemy się w kolejnym hotelu, to spytają nas o karteczkę z poprzedniego. Muszą zrobić kopię. Bez tego nie mogą nas przyjąć. Dla turystów podróżujących samotnie może być to trochę uciążliwe, ale w grupach zorganizowanych, gdzie wszystkim zajmuje się biuro podróży jest to po prostu swoista ciekawostka. Ot taka turystyczna atrakcja.

Wymiana waluty. Są dwa kursy, oficjalny i czarnorynkowy. Ten państwowy jest dużo niższy. W sierpniu 2014 r odpowiednio: 1 USD = 2340 uzbeckich sumów (w bankach i hotelach) lub 3000 (u koników). Dlatego powszechnie wymieniają się na ulicy, najczęściej w okolicach bazarów. I choć formalnie jest to zabronione i wysoko karane (kilkuletnie przymusowe roboty) to praktyka wskazywałaby, że dzieje się to za cichym przyzwoleniem rządzących.

Cudne uliczki Buchary

Ciekawe są również nominały. Największy banknot to 5 000 sumów. Ale pojawił się niedawni i jest ich jeszcze niewiele, najczęściej spotykane są tysiące. Dlatego po wymianie 200 USD otrzymujemy całą masę pieniędzy. I to dosłownie, 600 banknotów! Żeby je schować potrzebna torba. Przy wymianie nikt ich nie liczy, jest pełne zaufanie. Popakowane są w paczki. Wszyscy wiedzą, że w jednej jest 100 banknotów. Zatem 100 USD to 3 pokaźne paczki. Więcej o tym w artykule: Uzbekistan – tu zostaniesz milionerem.

Z Taszkentu do Buchary jadę pociągiem. Przy wejściu na teren dworca pierwsza kontrola, sprawdzają bilet i paszport. W drzwiach dworca druga, tu prześwietlają bagaż. Przed wejściem na peron trzecia – oglądają i stemplują bilet. Na peronie, przed wejściem do wagonu kontrola numer cztery – pan w mundurku sprawdza bilet i kieruje na odpowiednie miejsce. Wszystko miło, na spokojnie, ze zrozumieniem, żadnego stresu. Ot, kolejna ciekawostka.

Tiubietiejka, tradycyjne nakrycie głowy

Buchara jest jak miasto z innego świata. Żyjący zabytek. Bez nadęcia i nadmiernego odgradzania historii od współczesności. Z hotelu wchodzę wprost w plątaninę średniowiecznych budowli. Meczety, tradycyjne targowiska i medresy. Ileż tego tu jest! Wystarczyłoby, żeby obdzielić kilka żyjących z turystyki miast. Popołudniu biegam z aparatem, najlepsze ujęcia po godzinie 18, wcześniej słońce jest zbyt silne. Ciepłe kolory, jakie widoki! Olbrzymi minaret Kolon (ponad 45 metrów wysokości) i niebieska kopuła znajdującego się tuż obok meczetu. Jest ogromny, może pomieścić 12 tys. modlących się.

Następnego dnia zwiedzanie od rana. Zaczynam od mauzoleum Samanidów. Chcę zobaczyć to najstarsze dzieło miejscowej architektury. Samotne, stoi z dala od innych zabytków. Nie tak monumentalne, bez przyciągających uwagę kolorów, ale jakże znamienity! Wzniesione na przełomie IX i X wieku wyróżnia się wyjątkową formą i techniką budowy. W czasach rozwinięto islamu zachowano w nim zaratusztriańskie elementy.

Registan w Samarkandzie

A Samarkanda? Rozmachem dorównuje najbardziej monumentalnym zabytkom świata. Zadęcie z jakim Tamerlan budował to miasto porównać można z rozmachem egipskich faraonów i indyjskich cesarzy dynastii Mogołów. Pokryte niebieską terakotą olbrzymie obiekty sprawiają niezapomniane wrażenie. Fenomenu Tamerlana, wielkiego zbrodniarza i jednocześnie miłośnika sztuki nie da się pojąć ani objaśnić. Może wcale nie sztukę mu chodziło, a wyłącznie o sławę i prestiż, jakimi nikt inny nie mógł się pochwalić. Można dywagować, ale najlepiej Samarkandę po prostu zobaczyć.

Nie ma prawdziwej turystyki bez porządnej miejscowej kuchni. Nie żadne tam frytki i kurczaki w hotelu, ale kolacje w ciekawych restauracjach, kiedy grupa siedzi przy jednym stole. Gdy ludzie rozmawiają, próbują miejscowego wina i oryginalnych potraw. W Uzbekistanie da się to zrobić. Jest kilka oryginalnych dań.

Buchara, zespół Po-i Kalon

Manty – pierożki podobne do nepalskich momo. Ale większe i moim zdaniem smaczniejsze. W klasycznej formie nadzienie stanowi grubo siekana baranina, cebula i przyprawy. Pyszne! Zresztą baranina to klasyka tutejszej kuchni. Znajdziemy ją w zupie (rewelacyjna siorba) i szaszłykach (najlepsze w Samarkandzie). Ale też w samsach – to, przekąska, lokalny fast food, który z nazwy przypomina indyjskie samosy. Wypiekane w tradycyjnych tondirach (podobne piece spotkamy od Indii po Armenię). Mięso otoczone ciastem francuskim. Jeśli ktoś nie lubi baraniny każdą z potraw może zamówić w wersji z wołowiną lub drobiem.

Niewielkim mankamentem uzbeckiej kuchni może być niezbyt duża ilość lokalnych trunków. Owoców tu mnóstwo, są brzoskwinie, morele, śliwki i morwy, ale nie robią tu z tego tak jak w Armenii ciekawych napitków. Trochę szkoda. Jest za to wino. Co prawda Uzbecy nie piją go zbyt wiele (wpływ islamu), ale winogrona tu rosną i kilka wytwórni tworzy ten szlachetny trunek. Rosyjskim śladem idąc znajdziemy też koniak. A co piją Uzbecy? W każdym miejscu i zawsze – zieloną herbatę.

Jaka jest uzbecka turystyka? Całkiem dobrze zorganizowana, profesjonalna. Raczej elitarna. Rocznie Uzbekistan odwiedza tylko ok. 120 tys. turystów. Jest bezpiecznie, a ludzie mili i przyjaźni. Warto pojechać. Polecam!

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys

Nasza wycieczka: Uzbekistan – na Jedwabnym Szlaku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Opinie o naszym biurze

Najnowsze komentarze

Newsletter