Pierwszy raz pojechaliśmy za granicę z Matys Travel. Były pewne obawy. Dotychczas mieliśmy pewne doświadczenia wyłącznie z wielkimi biurami podróży. Rzeczywistość przerosła wszelkie nasze oczekiwania. Byliśmy w lutym 2025 roku na Kubie. To było niesamowite ! Doskonale ułożony program imprezy. Trasa objazdu na Kubie wyczerpująca ale dająca szansę zobaczenia wszystkiego co na Kubie warto obejrzeć. Organizacja imprezy profesjonalna pod każdym względem. Żadnych potknięć. Wszystko dopilnowane i na czas. Opieka pilotek doskonała. Magda od wylotu z Polski wszystkiego dopilnowywała nie tracąc nad niczym kontroli. Nie zapominała też jak ważny jest dobry nastrój uczestników i atmosfera w grupie. Kubańska przewodniczka Ania była bez granic kompetentna i elokwentna. To ona otworzyła nam oczy na prawdziwą, nie tylko tą pocztówkową Kubę. Efektem - niezapomniane wrażenia, znacznie ponad przedwyjazdowe oczekiwania. Teraz czas na ciąg dalszy. Szykujemy się do kolejnego wyjazdu z Waszym biurem. Dziękujemy i pozdrawiamy.
Dalej, obowiązkowo Stary Kair Koptyjski, czyli zespół kilku kościołów wyjątkowego, egipskiego chrześcijaństwa. Jeden z nich został zbudowany na grocie, w której miała się schronić św. Rodzina w trakcie ucieczki do Egiptu. Miejsce to daję okazję spotkania z wczesnym chrześcijaństwem bowiem Kościół koptyjski po usamodzielnieniu się w 451 roku, do dziś, przetrwał w prawie niezmienionej postaci. Towarzyszyć nam będzie wyjątkowy nastrój tutejszych świątyń, zapach kadzidła i świec oraz koptyjskie psalmy. Kopt znaczy po prostu Egipcjanin. Koptowie, to potomkowie starożytnych Egipcjan, ci, którzy nie przeszli na islam, pozostali przy wierze chrześcijańskiej, która szybko i łatwo przyjęła się w kraju nad Nilem. Dziś już mówią po arabsku, ale język koptyjski przetrwał w liturgii. To język faraonów, tyle, że zapisywany już innym alfabetem, nie hieroglifami. Żywa kontynuacja starożytności. Koptowie, czyli chrześcijanie egipscy stanowią około 8 – 10 proc. społeczności muzułmańskiego, w zdecydowanej większości kraju.
Zostaje nam jeszcze wzniesiona przez potężnego sułtana Saladyna (pogromcę krzyżowców w Ziemi Świętej) cytadela, z najsłynniejszym, pobudowanym przez Muhammada Alego, Alabastrowym Meczetem. Taras przed meczetem jest wyśmienitym miejscem do fotografii. Pod nim cały stary Kair islamski. Jeśli widoczność jest dobra, po drugiej stronie Nilu, w odległości wielu kilometrów widać trzy malutkie trójkąty, to wielkie piramidy w Gizie. Te, które oglądaliśmy z bliska poprzedniego dnia.
Wydaje mi się, że gdyby nawet w Kairze nie było piramid (Giza, choć formalnie oddzielne miasto, jest już dzisiaj po prostu częścią Kairu) ani skarbów muzeum starożytności, to i tak koniecznie trzeba by było tu przyjechać. Nawet dla samego widoku tego niezwykłego molocha. Ulic, zapachów, ludzi. Dla zabytków chrześcijańskich i islamskich. Ale na to trzeba coś więcej niż realizowana w biegu jednodniowa wycieczka z Hurghady czy Sharmu. Kair jest wspaniały, ale trzeba poświęcić mu trochę czasu. Na wycieczce objazdowej jest ten komfort, są na to przynajmniej dwa dni, jeszcze lepiej jeśli trzy. Mnie, dokładne poznanie miasta, zajęło prawie rok.

Ibn Tulun, najstarszy kairki meczet zachowany w niezmienionej formie – IX wiek! Zdjęcie z 1999 roku.
Mało atrakcyjna Aleksandria
Nie polecam za to wycieczki do Aleksandrii. No chyba, że nie mamy już co zrobić z czasem. Dwieście kilometrów tam i dwieście z powrotem. A do zobaczenia niewiele. Ze słynnej latarni morskiej będącej jednym z siedmiu cudów starożytnego świata ujrzymy tylko miejsce, gdzie mogła stać. Nie zobaczymy niczego co mogłoby przypomnieć nam rezydującą tu przed ponad dwoma tysiącami lat, Kleopatrę.
Dodaj komentarz