Wyprawa - jedna z najbardziej oryginalnych w naszym kalendarzu podróży! Święto wina w Kiszyniowie, początek października 2026 – to strzał w dziesiątkę dla każdego podróżnika - miłośnika dobrego smaku, poznawania (przypominania sobie) historii I Rzeczpospolitej, poznawania niezwykłych opowieści o kuchni, winie i bieżącej polityce w fantastycznym wykonaniu Pana Krzysztofa Matysa. Wyprawa krótka, ale od pierwszego dnia zachwyca niezwykła kameralna atmosfera w nielicznej grupie, bardzo sprawna organizacja aktywności całego dnia, nieśpieszne tempo zwiedzania. Pyszna lokalna kuchnia, wyśmienite trunki do obiadów i kolacji, no i przede wszystkim dwa dni na głównym placu na święcie wina (setki mołdawskich winiarzy, rękodzieło, kuchnia, muzyka na żywo, tańce) - czysta magia! Wyprawy do dwóch podziemnych miasteczek, labiryntów ulic z winem – Cricova (120 km) i Milestii Mici (200 km) – zapadają w pamięć na całe życie. To również nietuzinkowa wyprawa ze względu na jeden dzień pobytu w Naddniestrzu, z programem zwiedzania wytwórni koniaku Kvint i jego degustacji. Obiad w restauracji „Снова в СССР” w Tyraspolu, podziałał jak swoista kapsuła czasu do radzieckiej epoki (czerwone obrusy, popiersia i portrety Lenina, plakaty propagandowe, stare odbiorniki radiowe oraz oryginalne pamiątki z tamtych lat). To tylko kilka argumentów, aby polecić tę wyprawę z czystym sercem! Dziękujemy! Janina i Wojciech
Dalej, obowiązkowo Stary Kair Koptyjski, czyli zespół kilku kościołów wyjątkowego, egipskiego chrześcijaństwa. Jeden z nich został zbudowany na grocie, w której miała się schronić św. Rodzina w trakcie ucieczki do Egiptu. Miejsce to daję okazję spotkania z wczesnym chrześcijaństwem bowiem Kościół koptyjski po usamodzielnieniu się w 451 roku, do dziś, przetrwał w prawie niezmienionej postaci. Towarzyszyć nam będzie wyjątkowy nastrój tutejszych świątyń, zapach kadzidła i świec oraz koptyjskie psalmy. Kopt znaczy po prostu Egipcjanin. Koptowie, to potomkowie starożytnych Egipcjan, ci, którzy nie przeszli na islam, pozostali przy wierze chrześcijańskiej, która szybko i łatwo przyjęła się w kraju nad Nilem. Dziś już mówią po arabsku, ale język koptyjski przetrwał w liturgii. To język faraonów, tyle, że zapisywany już innym alfabetem, nie hieroglifami. Żywa kontynuacja starożytności. Koptowie, czyli chrześcijanie egipscy stanowią około 8 – 10 proc. społeczności muzułmańskiego, w zdecydowanej większości kraju.
Zostaje nam jeszcze wzniesiona przez potężnego sułtana Saladyna (pogromcę krzyżowców w Ziemi Świętej) cytadela, z najsłynniejszym, pobudowanym przez Muhammada Alego, Alabastrowym Meczetem. Taras przed meczetem jest wyśmienitym miejscem do fotografii. Pod nim cały stary Kair islamski. Jeśli widoczność jest dobra, po drugiej stronie Nilu, w odległości wielu kilometrów widać trzy malutkie trójkąty, to wielkie piramidy w Gizie. Te, które oglądaliśmy z bliska poprzedniego dnia.
Wydaje mi się, że gdyby nawet w Kairze nie było piramid (Giza, choć formalnie oddzielne miasto, jest już dzisiaj po prostu częścią Kairu) ani skarbów muzeum starożytności, to i tak koniecznie trzeba by było tu przyjechać. Nawet dla samego widoku tego niezwykłego molocha. Ulic, zapachów, ludzi. Dla zabytków chrześcijańskich i islamskich. Ale na to trzeba coś więcej niż realizowana w biegu jednodniowa wycieczka z Hurghady czy Sharmu. Kair jest wspaniały, ale trzeba poświęcić mu trochę czasu. Na wycieczce objazdowej jest ten komfort, są na to przynajmniej dwa dni, jeszcze lepiej jeśli trzy. Mnie, dokładne poznanie miasta, zajęło prawie rok.

Ibn Tulun, najstarszy kairki meczet zachowany w niezmienionej formie – IX wiek! Zdjęcie z 1999 roku.
Mało atrakcyjna Aleksandria
Nie polecam za to wycieczki do Aleksandrii. No chyba, że nie mamy już co zrobić z czasem. Dwieście kilometrów tam i dwieście z powrotem. A do zobaczenia niewiele. Ze słynnej latarni morskiej będącej jednym z siedmiu cudów starożytnego świata ujrzymy tylko miejsce, gdzie mogła stać. Nie zobaczymy niczego co mogłoby przypomnieć nam rezydującą tu przed ponad dwoma tysiącami lat, Kleopatrę.




Dodaj komentarz